Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
..::>>Skrzydła Feniksa<<::..

Strona Główna

You are:
3687

Me


Dodaj do Ulubionych

Favourites




Links



Book

Ksiega Gości
Dodaj do Księgi


Past

2010
Marzec
Luty
Styczeń


Write to me



Player





I. Lokatorka pokoju 104

Ta historia mogłaby się zaczynać tak samo, jak większość... od zwyczajnej, nudnej nastolatki, która wciąż tylko by narzekała o tym jakie ma nie ciekawe, szare życie - nie ma chłopaka, nie ma przyjaciół, a jej cała rodzina to sama patologia.
Sara Phoenix - czyli ja - nie można było uznać za szarą i zwyczajną, co to, to nie. Co prawda chłopaka nie posiadałam - i nie zamierzałam mieć w najbliższej przyszłości, a może nawet wcale. Wychowywała mnie tylko i wyłącznie mama postanowiła ostatecznie wyjechać z miasta i zamieszkać na wsi gdzieś koło Poznania, a mnie wtedy jeszcze czternastolatkę, zostawiła w rodzinnym mieście (wiecie już w którym) bym się uczyła, nie miałam także za wielu znajomych, ale jedną naprawdę prawdziwą przyjaciółkę, Magdę. Razem świetnie się dogadywałyśmy, rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym jednocześnie i obie omijałyśmy drażliwe dla siebie tematy. Nie, moja anormalność leżała na całkiem inny gruncie.
Jak co dziennie o szóstej rano obudziło mnie nagle włączone radio, z którego wydobyły się głosy prowadzący poranną Eskę - Trybury i Narożnego. Jęknęłam niezadowolona z nagłej pobudki, więc nałożyłam na głowę poduszkę i próbowałam znów zasnąć. Oczywiście nie było to możliwe, bo zaraz po tym, jak zamknęłam oczy, mój czujny słuch zarejestrował ostry głos Agnieszki Chylińskiej. Więc chcąc, czy nie chcąc odrzuciłam gwałtownie kołdrę, która leniwie zsunęła się na lekko okurzoną podłogę. Rozciągając się zauważyłam, że moja współlokatorka jeszcze śpi. Nagle naszła mnie ochota żeby zedrzeć puchową kołdrę z głowy Alicji, a także jej nieocenione słuchawki, które zakładała na noc. Miały wbudowane radio, które powoli budziły właścicielkę ze snu, spokojną i kojącą, muzyką.
Obie miałyśmy dzisiaj na dziewiątą ważny egzamin na koniec gimnazjum, więc pomyślałam, że większą draką będzie, kiedy Alicja nie będzie miała czasu żeby się umalować, więc nastawiłam jej budzik na 45 minut przed rozpoczęciem egzaminów, czyli miałaby 10 minut na umycie się, 20 na ubranie, 5 na tramwaj, a 10 na dobiegnięcie do szkoły.
Złośliwy żart, to prawda, ale nie potrafiłam się powstrzymać, za każdym razem gdy widziałam Alicję, budziła we mnie coś “pierwotnego“ i nie potrafiłam się powstrzymać od zmalowania jej jakiegoś numeru. Współlokatorka była rozpieszczoną lalunią, ze średnio bogatego domu, która znajdowała się gdzieś poza Poznaniem, a córunia musiała mieć bliziutko do szkółki. Jako, że Alicja miała wtedy tylko 13 lat, to nie było mowy o tym, żeby miała własne mieszkanie, musiała poczekać do liceum, a służąca, jako opiekunka nie wchodziła w grę - blond włosa Barbie znęcała się często nad służbą, która szybko odchodziła z pracy. Została jedynie bursa, podlegająca pod to gimnazjum, na moje nieszczęście od razu przydzielono ją do pokoju 104. Jak tylko mnie zobaczyła, to od razu zawołała:
- TATO! W MOIM pokoju ktoś jest! - wskazała na mnie bezczelnie palcem i dodała - Wywal ją stąd!
Myślałam, że ją zabiję, jednak powstrzymałam się od tego, ponieważ w drzwiach pojawiła się głowa pani Frani, kobieta około czterdziestki o silnym charakterze była opiekunką naszej bursy. Pani Frania, z przesadnie łagodnym uśmiechem oznajmiła Alicji i jej tacie, że nie ma pokoi jednoosobowych i musi się ze wszystkimi dzielić, czy to jej się podoba, czy nie. Na widok min Barbie i jej tatuśka pomyślałam, że polubię opiekunkę bursy. Alicja, więc chcąc, czy nie, zamieszkała ze mną, lecz od samego początku zaczęła mnie wkurzać, nie tylko swoim zachowaniem, ale też głupimi pytaniami. Na przykład dlaczego w pokojach nie ma łazienek i czemu musi korzystać z tej samej co inni mieszkańcy z pierwszej wschodniej części?
Zastanawiacie się pewnie co to znaczy pierwsza wschodnia część? Otóż, bursa to jedna pięciopiętrowa kamienica (poza piwnicą i strychem), którą wynajmują szkoły w jej rejonie - wychodzi wtedy taniej - składa się z pięciu pięter, a na każdym piętrze są rozmieszczone w tej samej odległości dokładnie 10 pokoi czteroosobowych, gdzie dzielą się na pokoje części wschodniej, czyli pokoje 1-5 i zachodniej, czyli pokoje 6-10 i każdy z nich zaczyna się od numeru piętra. Na przykład mój pokój 104 znajduje się na pierwszym piętrze przy wschodniej części, więc nam jest przydzielona łazienka przy wschodniej części na pierwszym piętrze.
Wyszłam z pokoju z ręcznikiem w jednej ręce i z kosmetyczką w drugiej. Była dość skromna jak na dziewczynę, ale jakoś nigdy nie przykładałam większej wagi do mojego wyglądu, a zwłaszcza, że i tak przyciągam uwagę. Wskoczyłam szybko do łazienki i zaryglowałam się w środku. Czułam, że to kwestia czasu, kiedy ktoś zacznie się dobijać do drzwi, chcąc skorzystać z toalety, więc od razu rozebrałam się i weszłam pod prysznic, skąd już leciała zimna woda - pytacie dlaczego zimna, zaraz się przekonacie - kiedy tylko lodowate krople dotknęły mego ciała to natychmiast wokół mnie pojawiła się mgła, zasłaniając mi widoczność. To była para wodna i chyba nie muszę tłumaczyć, jak się tworzy, prawda? A wracając do tematu, to kiedyś zapytałam się nauczycielkę fizyki, czy jest możliwe wytworzyć parę, kiedy zimna woda styka się z ludzkim ciałem, na co ona odpowiedziała:
- Ależ Saro. Ciało ludzkie musiałoby wytwarzać ogromne ilości ciepła, a to nie jest możliwe w normalnych warunkach. Nawet osoby, które mają gorączkę nie potrafią tego zrobić.
Prawdopodobnie i tak by nie uwierzyłaby, gdybym jej pokazała na własne oczy, co moje ciało robi z zimną wodą, albo z lodami, czy z czekoladą. Na szczęście to się dzieje tylko wtedy kiedy jestem zdenerwowana - przez Alicję dzieje się tak częściej - a za dwie godziny miałam egzaminy, więc nie trudno się dziwić, że byłam zdenerwowana. Kiedy otarłam lustro z kropelek wody (natychmiast wyschło na mojej skórze) i spojrzałam na swoje odbicie, pomyślałam, że będę się bała dotknąć kartki egzaminacyjnej żeby jej nie podpalić. Zaczęłam rozczesywać włosy monotonnymi ruchami, myśląc czarny, czerwony, czarny, czerwony i tak w kółko, ponieważ moje włosy są czarne na czubku głowy i aż do połowy długości włosów i czerwony do samych końcówek, nie ważne jak są długie i tak są takie same, czarno-czerwone. I właśnie przez moje włosy w każdej nowej szkole słyszałam tą samą śpiewkę: “Taka młoda i już farbuje”. Normalnie miałam ochotę udusić każdego kto mi to mówił (moja temperatura ciała wzrastała, czym odstraszałam skutecznie potencjalnych intruzów, bo czuli się przy mnie nie komfortowo). No, bo po prostu, jak komuś wytłumaczyć, że to nie moja wina, że się z takimi urodziłam?!
Zdążyłam związać włosy w koński ogon, umyć zęby oraz twarz i całe szczęście! Bo jak tylko wytarłam twarz ręcznikiem, to ktoś zaczął “pukać” w drzwi od łazienki. Chwyciłam ręcznik i kosmetyczkę i wychodzę. Uśmiechnęłam się, do stojącego w progu chłopaka w moim wieku, on chodził do 3b, a ja 3d, Michał odwzajemnił uśmiech i wszedł do łazienki. Tylko tyle. Nie ma żadnych miłosnych uniesień, ani “motylków” w brzuchu i innych tych podobnych bzdur. Jestem stu procentową przeciwniczką wszelkich romantycznych cech i sytuacji. Miałam kilku wielbicieli, którzy próbowali mnie złapać na romantyczne triki, ale zbywałam ich krótkim tekstem: “Romantyczność jest dla idiotów”. Niektórzy poodchodzili, zostali ci najwierniejsi, którzy nie przykładali większej wagi do trików, choć i tak łapałam ich na podrzucaniu kwiatów oraz przesyłaniu mi drogą powietrzną liścików z tekstem “Skradłaś mi serce“. Możecie mnie uznać za zimną (to się nazywa ironia) i bezduszną istotę, ale kwiaty wyrzucałam do najbliższego śmietnika i to najlepiej w obecności obdarowującego lub któregoś z jego znajomych, a na liściki odpisywałam, że serce to tylko mięsień i nie ma bladego pojęcia o tym, że ktoś go “ukradł”. Tak, tak, jestem Sara Phoenix - stworzenie bez serca.
O w pół do ósmej zaczęłam wspinać się po schodach na ostatnie piętro, czyli strych., gdzie mieściła się wspólna jadalnia i kuchnia. Każdy z mieszkańców bursy mógł tutaj zjeść porządny posiłek. Pani Frania wyznawała zasadę, że zjedzone śniadanie dobrze wpływa na pracę szarych komórek, więc zawsze wstawała wcześnie rano by przygotować jedzenie dla blisko dwustu uczniów z różnych szkół (na szczęście nie wstajemy o tej samej porze, choć przed ósmą zawsze są w jadalni tłumy) i dla każdego z nich czekało już dobrze zapakowane drugie śniadanie. Mijając jadalnię zajrzałam do niej i od razu mnie cofnęło do tyłu. Nie dlatego, że nie miałam gdzie usiąść, wręcz przeciwnie, było zaledwie kilkoro uczniów, ale dlatego, że w sali panowała napięta atmosfera związana z egzaminami końcowymi. Jedynymi osobami, które były w dobrych humorach, to cztery lokatorki pokoju 204, ale te to nie musiały się na razie niczym przejmować. Maturę dopiero zdają za dwa lata. Pozostali siedzieli w milczeniu przeżuwając w ustach kanapki, albo patrzyli tępo w przestrzeń przed sobą, ściskając w dłoniach kubki z herbatą. Już od patrzenia na nich odechciało mi się jeść, a nie zamierzałam przecież siedzieć obok gderających licealistek, które mnie budzą codziennie o szóstej rano, a ich paplanina tylko mnie bardziej irytowała. Udałam się więc w stronę kuchni, której drzwi już majaczyły mi już za zakrętem. Weszłam bez pukania, mruknąwszy tylko ciche: “Dzień dobry”.
Bursowa kuchnia wydawała się mniejsza niż w rzeczywistości, ale to było złudzenie wywołane przez umeblowanie. Można byłoby przysiąc, że mogą się tu zmieści jedynie dwie osoby - co jest prawdą - jednak wystarczyłoby zamienić grube szafy kuchenne, na jakieś mniej rozpychające się i już można by było zatrudnić jeszcze kilka osób. Byłam jedną z nielicznych, które mogą tu przebywać, więc nie miało to dla mnie większego znaczenia, choć kiedyś zaproponowałam pani Frani by kogoś zatrudniła, na co ona oburzyła się i powiedziała: “Ktoś obcy nie będzie mi myszkował w bursie!”. Opiekunka traktuje tę kamienicę jak własny dom, choć z łatwością znalazłaby sobie lepszą pracę niż to. Cóż, każdy woli to co lubi.
Pani Frania - prawie czterdziestoletnia blondynka o szarych oczach w okularach i miłym usposobieniu, choć nie znaczyło, że nie potrafiła wrzasnąć, kiedy było potrzeba - siedziała jak zwykle w swoim dobrze wysłużonym krześle z papierosem w jednej ręce i książką w drugiej, małe okienko otwarte na oścież, by wywietrzyć dym papierosowy . Spojrzała na mnie z nad klipsowych okularów i powiedziała z szerokim uśmiechem:
- Czyżby pannie “bez zmartwień” coś wyjątkowo dzisiaj trapiło?
Nie przestawała się uśmiechać nawet wtedy, kiedy ja opadłam bezwładnie na drugie krzesło - te było w lepszym stanie niż krzesło Pani Frani. Opiekunka wstała z krzesła, podeszła do blatu stołu, a po chwili stał przede mną kubek z gorącą herbatą. Podniosłam oczy na kobietę, której wciąż nie z chodził z ust uśmiech.
- Wiedziałam, że przyjdziesz - odpowiedziała na mój pytający wzrok.
Westchnęłam teatralnie i ujęłam za ucho kubek.
- Niech będzie. Ewentualnie mogę wypić herbatę. Chociaż planowałam z organizować strajk na rzecz budowania studni w Afryce. - podniosłam kubek ku górze i dodałam, patrząc na panią Franie - Już zaczęłam strajk głodowy - upiłam odrobinę herbaty. Dla mnie napój nie był gorący, przynajmniej tego nie czułam, tak jakbym nie potrzebowała czegoś tak trywialnego, jak pragnienia. Ale wolałam nie wypijać całej herbaty by nie wzbudzić zainteresowania u pani Frani. Wolałam utrzymać jak najdłużej w tajemnicy moją anormalność.
Pani Frania zaśmiała się, nie odrywając wzroku od książki - a pro po tego, to nawet nie zauważyłam, kiedy znów zaczęła czytać.
- Ty jak zwykle marudzisz - powiedziała żartobliwym tonem, zaciągając się papierosem.
- Taa. - mruknęłam, opierając się prawym łokciem o stół. Zerknęłam na książkę, którą czytała. Jak zwykle nie można było dojrzeć tytułu, ponieważ pani Frania składała książkę na pół. Jednak wiedziałam, że ta konkretna książka, była dość cienka, za pewne miała około 200 lub 300 stron i była w miękkiej foliowanej oprawie, co znaczyło, że jest wypożyczona z biblioteki publicznej.
- Co pani czyta? - spytałam.
Pani Frania w pierw spojrzała na mnie, potem na książkę i z szerokim uśmiechem oznajmiła:
- To książka napisana ręką najlepszej pisarki kryminałów na świecie.
- Czyli Agatha Christie - odparłam, po chwili ziewnęłam i wyciągnęłam ramiona na boki - Myślałam, że kobiety w pani wieku czytają inne powieści.
Kobieta przymknęła oczy i uśmiechnęła się pod nosem.
- Na przykład jakie? - spytała, śledząc w ciąż wzrokiem akcję w książce trzymanej w ręce.
- Na przykład harlekiny.
- Więc uważasz, Saro, że skoro jestem starą panną, to mam nie dosyt romansów, co? - szare oczy pani Frani spojrzały na mnie tylko na chwilę, nie było widać żeby się obraziła lub coś. W sprawie romansów byłyśmy do siebie podobne - nie przykładałyśmy do tego większej wagi. Kobieta wróciła do książki i dodała:
- Przyznam, że od czasu do czasu chwytam się powieści tego typu. Jednak uznałam, że nadmiar romansów jest zgubny dla umysłu kobiet, które zaczynają zapominać o realnym życiu. Chcą spotkać jedyną i prawdziwą miłość. Przeżyć to co wyczytały.
- Czyli idiotki - skwitowałam krótko. Pani Frania znała moje zdanie na temat romantycznego zachowania. Jednak uśmiechnęła się i powiedziała:
- Więc w każdym z nas musi być coś z idioty.
Arisa Ryusaki 1/02/2010 00:47:03 [Powrót] Komentuj

Sumiko

brak www
data: 7/02/2010 17:28:20
fad186.internetdsl.tpnet.pl
IP: 83.13.3.186
Witaj.
Wiem że zapewne nie przepadasz za spamem ale chcę cię zaprosić na forum http://nakodena.pl/forum/ jest ono poświęcone nowo powstającej grze która ma na celu oddanie mrocznych klimatów dzieci nocy. Dołączając do nasze społeczności stajesz się uczniem akademii w której będziesz miał/miała możliwość doskonalenia swoich mocy i umiejętności.
Tak więc jeszcze raz zapraszam i mam nadzieję do zobaczenia niebawem.




szablon by ajanami
for Arisa Ryusaki